Weszla ostroznie do srodka,do konca niewiedziala czego szukac.Przeczesywala palcami po ksiazkach na polce...nic ciekawego.Podeszla do biurka,byly tam trzy szufladki i jedna duza na klawiature oraz na gorze stal monitor.Postanowila poszukac w pierwszej szufladzie od gory.
-Zobaczmy... - Powiedziala.Szuflada byla otwarta...niestety w srodku byl tylko jeden klucz i pare spinaczy biurowych.Chciala otworzyc druga,ale byla zamknieta.
-Hmmm... - Mruknela.Sprawdzila jeszcze trzecia lecz i tu pudlo.Trzecia szufladka skrywala w sobie tylko rachunki i jakies umowy na telefon.Otworzyla pierwsza i wyjela kluczyc,na nieszczescie nie pasowal...
-Oczywiscie...to by bylo za proste..
Przeszukala zakladke na klawiature,nic.Teraz juz pzynajmniej wie czego szuka...mianowicie klucza od szuflady.Sprawdzila miedzy ksiazkami,w malej komodzie,pod oknem...nic co mogloby dowiesc,ze Ed jest porywaczem wlasnj zony.
-Auc! - Sara potknela sie dywan za biurkiem,podniosla glowe i zobaczyla pod biurkiem cos dziwnego.W lewym gornym rogu bylo cos przyczepione...Magnetofon!Jest nagrana...
-O boze...-Szybko wyjela sprzet i zaczela odsluchiwac...Tak jak myslala wszystko zostalo nagrane.Przez chwile szukala przycisku ''skasuj'' i usunela nagranie.
Takie krotkie,ale jak obiecalam rozdzialy beda sie pojawiac czesciej,jestem wlasnie w trakcie pisania kolejnego ;)
Pamietajecie o komentarzach.
niedziela, 7 czerwca 2015
poniedziałek, 1 czerwca 2015
Rozdzial 3 cz.3
Przepraszam,ze tak dlugo nie bylo kolejnej czesci...postaram sie czesciej pisac ;)
Sara wziela wolne na zadanie.Wiedziala,ze skads kojarzy numer ktory dzwonil zeszlej nocy do Phila.Rozwalazala kazda mysl,nawet taka ze to ktos z jej znajomych,ale nie moglaby w to uwierzyc,ze ma wsrod przyjaciol swira.Takiego psychopate.A poza tym przeciez zawsze porywacze chca okupu,a tu nic nie bylo...zadnej wiadomosci...cisza...''Hmmm...a moze Ed tez maczal w tym palce?Nie..co ja mysle przeciez kochal ja nad zycie...ale przeciez wydaje sie niewzruszony tym,ze moze jej grozic smiertelne niebezpieczenstwo.. - Pomyslala.Miala klucze do mieszkania Melody i gdy poczeka na 13 i Ed bedzie w pracy poszpera troche w jego biurze i jesli tez jest porywaczem to napewno cos znajdzie...
Co ona sobie myslala?Siedzi w samochodzie juz 20 minut i nie ma odwagi by tam wejsc...
-Okej...juz czas... - Wziela gleboki oddech i wysiadla z samochodu.Przekoczyla furtke i nagle powitala ja sasiadka Melody.
-Dziendobry Sara! - Krzyknela.
-Dziendobry - odpowiedziala jej i usmiechnela sie.Wyjela klucze z torebki i ostroznie wsunela do zamka.Przekecila i weszla do srodka.Eda napewno nie ma juz w domu,ma prace na 13;00 a jest juz czterdziesci minut po...pozatym nie ma jego auta na podjezdzie.Coz jesli jest winny to na bank ma wszystkie dowody w biurze.Skierowala swoje kroki do jego biura, gdy nagle zamarla...
-Sara? - Odwrocila sie i zobaczyla Eda.
-Co ty tu robisz? - Zapytal.
-Ja...coz...przyszlam po Spike'a - Usmiechnela sie lekko.Odwzajemnil jej czyn.
-To dobrze,ale on jest na gorze..
-Dzieki,nie musze juz go szukac - Oznajmila.
-Rzeczy znajdziesz w sypialni i w kuchni..i,dzieki ze go bierzesz..nie lubie go.. - Powiedzial.
-Nie ma sprawy...
-A juz cos wiadomo na temat Melody?
-Niestety...
-Oh..nie martw sie napewno ja znajdziemy - Usmiechnal sie slabo.
-Taa.. - Odpowiedziala.
-Wybacz,ale spiesze sie do pracy...
-A gdzie twoj samochod? - Zapytala,
-W..naprawie,wiesz ciagle sie psuje
Sara weszla na kilka schodkow prowadzacych do sypialni i odworcila sie.
-To narazie - Pozegnala go.
-Ta,czesc
Gdy tylko uslyszala dzwiek zamykanych drzwi skierowala sie do gabinetu.W pierwszej chwili pomyslala,ze Ed zamknal go na klucz.Pociegnela klamke...Otwarte!
Przewarzala tu glownie biel.Wielkie biurko stalo na wprost drzwi,a za nim wielkie okno.Bylo zadziwiajaco ladnie jak na faceta.
Sara wziela wolne na zadanie.Wiedziala,ze skads kojarzy numer ktory dzwonil zeszlej nocy do Phila.Rozwalazala kazda mysl,nawet taka ze to ktos z jej znajomych,ale nie moglaby w to uwierzyc,ze ma wsrod przyjaciol swira.Takiego psychopate.A poza tym przeciez zawsze porywacze chca okupu,a tu nic nie bylo...zadnej wiadomosci...cisza...''Hmmm...a moze Ed tez maczal w tym palce?Nie..co ja mysle przeciez kochal ja nad zycie...ale przeciez wydaje sie niewzruszony tym,ze moze jej grozic smiertelne niebezpieczenstwo.. - Pomyslala.Miala klucze do mieszkania Melody i gdy poczeka na 13 i Ed bedzie w pracy poszpera troche w jego biurze i jesli tez jest porywaczem to napewno cos znajdzie...
Co ona sobie myslala?Siedzi w samochodzie juz 20 minut i nie ma odwagi by tam wejsc...
-Okej...juz czas... - Wziela gleboki oddech i wysiadla z samochodu.Przekoczyla furtke i nagle powitala ja sasiadka Melody.
-Dziendobry Sara! - Krzyknela.
-Dziendobry - odpowiedziala jej i usmiechnela sie.Wyjela klucze z torebki i ostroznie wsunela do zamka.Przekecila i weszla do srodka.Eda napewno nie ma juz w domu,ma prace na 13;00 a jest juz czterdziesci minut po...pozatym nie ma jego auta na podjezdzie.Coz jesli jest winny to na bank ma wszystkie dowody w biurze.Skierowala swoje kroki do jego biura, gdy nagle zamarla...
-Sara? - Odwrocila sie i zobaczyla Eda.
-Co ty tu robisz? - Zapytal.
-Ja...coz...przyszlam po Spike'a - Usmiechnela sie lekko.Odwzajemnil jej czyn.
-To dobrze,ale on jest na gorze..
-Dzieki,nie musze juz go szukac - Oznajmila.
-Rzeczy znajdziesz w sypialni i w kuchni..i,dzieki ze go bierzesz..nie lubie go.. - Powiedzial.
-Nie ma sprawy...
-A juz cos wiadomo na temat Melody?
-Niestety...
-Oh..nie martw sie napewno ja znajdziemy - Usmiechnal sie slabo.
-Taa.. - Odpowiedziala.
-Wybacz,ale spiesze sie do pracy...
-A gdzie twoj samochod? - Zapytala,
-W..naprawie,wiesz ciagle sie psuje
Sara weszla na kilka schodkow prowadzacych do sypialni i odworcila sie.
-To narazie - Pozegnala go.
-Ta,czesc
Gdy tylko uslyszala dzwiek zamykanych drzwi skierowala sie do gabinetu.W pierwszej chwili pomyslala,ze Ed zamknal go na klucz.Pociegnela klamke...Otwarte!
Przewarzala tu glownie biel.Wielkie biurko stalo na wprost drzwi,a za nim wielkie okno.Bylo zadziwiajaco ladnie jak na faceta.
czwartek, 23 kwietnia 2015
Rozdzial 3 cz. 2
-Phil prosze cie to powazna sprawa - Rzekla.
-Sara lepiej zostaw to profesjonalista,a jesli nie chca juz dluzej nad tym pracowac to daj spokoj - Odpowiedzial.
-Nie moge
-Dlaczego?
-Bo to moja najlepsza przyjaciolka...
-Pogadamy o tym pozniej,dobrze? - Polozyl dlonie na jej ramionach i spojrzal w oczy.
-Zgoda -Powiedziala Sara bez przekonania,wiedziala ze Phil nie lubi zaczynac tego tematu i choc nie wierzyla Patrickowi to miala powoli pewne zastrzezenia co do jego osoby...Chlopak pocalowal ja na pozegnanie i wyszedl.Sara puscila swoja ulubiona piosenke i zabrala sie za sprzatanie po kolacji.
-He? - Gdy zabierala kilka gazet na podloge spadl telefon.
-Zapomnial...trudno potem mu go zawioze... - Stwierdzila.Skonczyla i postanowila wziasc kapiel.Po nie calej godzinie powiedziala sobie,ze jest juz pozno i chciala pojsc spac,przechodzila przez salon i komorka Phila zaczela dzwonic.Sprawdzila wyswietlacz,ale nie znala tego numeru.Pomyslala,ze to jakis klient lub jego kolega z pracy,Sara pamietala,ze czesto do niego o takiej porze dzwonili wiec odebrala ale nie zdazyla nic powiedziec...tylko sluchala,a jej oczy coraz bardziej rosly...
-Sluchaj bediemy musieli przeniesc gdzies ta Owens,ostatnio 4km dalej otworzyli komisariat..bedzie bezpieczniej...aha ta twoja ruda mam nadzieje ze nie weszy?Wiesz ze to by oznaczalo jedno,prawda?Phil?Jestes tam?
Sara sie rozlaczyla.Nie mogla uwierzyc w to co slyszala...czyli ze Patrick mimo,ze wtedy zartowal mial racje...ale co teraz?Co miala zrobic?Policja jej nie uwierzy...dzialac na wlasna reke czy powiedziec o tym Colsonowi...Nie spala prawie cala noc.Nie mogla uwierzyc ze spotyka sie z kims takim.O 10 ktos zadzwonil do jej drzwi,jej obawy sie spelnily.To byl Phil.
-Czesc mala! - Powital ja usmiechem.
-Czesc... - Odpowiedziala.
-Co jest?
-Nic,poprostu jestem zmeczona..a wlasnie zostawiles wczoraj komorke
-Ja wlasnie w tej sprawie..a ktos wczoraj dzwonil do mnie? - Spytal.
Co miala robic?Musiala sklamac.
-Nie a co? - Spytala i postrala zrobic podejrzliwa mine.
-Nie martw sie nie mam nikogo na boku - Zazartowal.
-Ciesze sie... - Mruknela.Wzial telefon i wyszedl. ''Boze co ja mam teraz robic? - Pomyslala.Przeciez nie mogla nic zrobic..chyba ze...
-Sara lepiej zostaw to profesjonalista,a jesli nie chca juz dluzej nad tym pracowac to daj spokoj - Odpowiedzial.
-Nie moge
-Dlaczego?
-Bo to moja najlepsza przyjaciolka...
-Pogadamy o tym pozniej,dobrze? - Polozyl dlonie na jej ramionach i spojrzal w oczy.
-Zgoda -Powiedziala Sara bez przekonania,wiedziala ze Phil nie lubi zaczynac tego tematu i choc nie wierzyla Patrickowi to miala powoli pewne zastrzezenia co do jego osoby...Chlopak pocalowal ja na pozegnanie i wyszedl.Sara puscila swoja ulubiona piosenke i zabrala sie za sprzatanie po kolacji.
-He? - Gdy zabierala kilka gazet na podloge spadl telefon.
-Zapomnial...trudno potem mu go zawioze... - Stwierdzila.Skonczyla i postanowila wziasc kapiel.Po nie calej godzinie powiedziala sobie,ze jest juz pozno i chciala pojsc spac,przechodzila przez salon i komorka Phila zaczela dzwonic.Sprawdzila wyswietlacz,ale nie znala tego numeru.Pomyslala,ze to jakis klient lub jego kolega z pracy,Sara pamietala,ze czesto do niego o takiej porze dzwonili wiec odebrala ale nie zdazyla nic powiedziec...tylko sluchala,a jej oczy coraz bardziej rosly...
-Sluchaj bediemy musieli przeniesc gdzies ta Owens,ostatnio 4km dalej otworzyli komisariat..bedzie bezpieczniej...aha ta twoja ruda mam nadzieje ze nie weszy?Wiesz ze to by oznaczalo jedno,prawda?Phil?Jestes tam?
Sara sie rozlaczyla.Nie mogla uwierzyc w to co slyszala...czyli ze Patrick mimo,ze wtedy zartowal mial racje...ale co teraz?Co miala zrobic?Policja jej nie uwierzy...dzialac na wlasna reke czy powiedziec o tym Colsonowi...Nie spala prawie cala noc.Nie mogla uwierzyc ze spotyka sie z kims takim.O 10 ktos zadzwonil do jej drzwi,jej obawy sie spelnily.To byl Phil.
-Czesc mala! - Powital ja usmiechem.
-Czesc... - Odpowiedziala.
-Co jest?
-Nic,poprostu jestem zmeczona..a wlasnie zostawiles wczoraj komorke
-Ja wlasnie w tej sprawie..a ktos wczoraj dzwonil do mnie? - Spytal.
Co miala robic?Musiala sklamac.
-Nie a co? - Spytala i postrala zrobic podejrzliwa mine.
-Nie martw sie nie mam nikogo na boku - Zazartowal.
-Ciesze sie... - Mruknela.Wzial telefon i wyszedl. ''Boze co ja mam teraz robic? - Pomyslala.Przeciez nie mogla nic zrobic..chyba ze...
środa, 22 kwietnia 2015
Rozdzial 3 cz 1
-Nawet jesli to co?
-Minaly 2 miesiace, Sara daj sobie z tym spokoj - Detektyw Colson tracil cierpliwosc do tej kobiety.
-O nie!Skoro policja nic juz nie chce robic to ja sama ja znajde z twoja pomoca lub nie
-Nawet nie wiesz w co sie mozesz pakowac!
-Ciekawe to samo mowil Phil!
Patrick wpatrywal sie w nia oslupiony.
-Jaki Phil?
-Spotykam sie z nim od dluuzszego czasu,to ze sie przyjaznimy nie znaczy ze masz o wszystkim wiedziec...-Mruknela
-Oczywiscie ze musze..a co jesli pracuje dla porywacza?to co?
-Gadasz bzdury,jest mechanikiem,sasiedzi go lubia,pracuje w wolontariacie..
-Widocznie stworzyl sobie dobra opinie...
-Wogole mi nie pomagasz!
-Ja?!A kto przez 2MIESIACE naklanial policje zeby dalej pracowala nad ta sprawa?!
-A kto ja oskarzyl o morderstwo!!?
-Byly tam jej odciski palcow!
-Bzdura!
-Sama jestes bzdura!
-Kretyn!
-Lepsza nie jestes!
-Odezwal sie!..
Sara wyszla z jego biura i trzasnela drzwiami,dopiero po chwili zorientowala sie ze caly personel stal przy drzwiach.Zrobilo jej sie glupio.Postanowila jak najszybciej opuscic komisariat.
-Heej,kogo ja widze?
-Phil,hej - Przytulila go.
-Co tu robisz? - Spytala.
-Mam przerwe wiec pomyslalem,ze zjemy razem lunch
-Bardzo chetnie
Z gory dochodzily odglosy rzucanych i tluczonych przedmiotow.
-Jak dlugo jeszcze?
-Niewiem to zalezy od szefa
-Kto to? i czemu mnie wiezi?
-Niewiem,niewiem nawet jak sie nazywa..ale jedno jeest pewne,nie chcialabys widziec go wkurzonego...
-Nie musze widziec,wystarczy ze slysze
-Taa...a jak zupa?
-Dobra,Sandra?
-Tak
-Dlaczego dla niego pracujesz?Dlaczego wogole ktos dla niego pracuje?
-Z oczywistego powodu....dla pieniedzy - odpowiedziala.
-A czy on...
-..zabije cie? nie sadze ze jestes mu do czego innego potrzebna
-...dzieki za kalendarz i ze mnie karmisz..
-Nie obrazilas sie za to ze nawet do jedzenia nie moge cie rozwiazac?ja poprostu..
-..wykonujesz swoja prace - Melody odwrocila glowe i spojrzala posepnie w ciemny kat piwnicy.
-Ta...czesc - pozegnala sie.
-Czesc
-Minaly 2 miesiace, Sara daj sobie z tym spokoj - Detektyw Colson tracil cierpliwosc do tej kobiety.
-O nie!Skoro policja nic juz nie chce robic to ja sama ja znajde z twoja pomoca lub nie
-Nawet nie wiesz w co sie mozesz pakowac!
-Ciekawe to samo mowil Phil!
Patrick wpatrywal sie w nia oslupiony.
-Jaki Phil?
-Spotykam sie z nim od dluuzszego czasu,to ze sie przyjaznimy nie znaczy ze masz o wszystkim wiedziec...-Mruknela
-Oczywiscie ze musze..a co jesli pracuje dla porywacza?to co?
-Gadasz bzdury,jest mechanikiem,sasiedzi go lubia,pracuje w wolontariacie..
-Widocznie stworzyl sobie dobra opinie...
-Wogole mi nie pomagasz!
-Ja?!A kto przez 2MIESIACE naklanial policje zeby dalej pracowala nad ta sprawa?!
-A kto ja oskarzyl o morderstwo!!?
-Byly tam jej odciski palcow!
-Bzdura!
-Sama jestes bzdura!
-Kretyn!
-Lepsza nie jestes!
-Odezwal sie!..
Sara wyszla z jego biura i trzasnela drzwiami,dopiero po chwili zorientowala sie ze caly personel stal przy drzwiach.Zrobilo jej sie glupio.Postanowila jak najszybciej opuscic komisariat.
-Heej,kogo ja widze?
-Phil,hej - Przytulila go.
-Co tu robisz? - Spytala.
-Mam przerwe wiec pomyslalem,ze zjemy razem lunch
-Bardzo chetnie
Z gory dochodzily odglosy rzucanych i tluczonych przedmiotow.
-Jak dlugo jeszcze?
-Niewiem to zalezy od szefa
-Kto to? i czemu mnie wiezi?
-Niewiem,niewiem nawet jak sie nazywa..ale jedno jeest pewne,nie chcialabys widziec go wkurzonego...
-Nie musze widziec,wystarczy ze slysze
-Taa...a jak zupa?
-Dobra,Sandra?
-Tak
-Dlaczego dla niego pracujesz?Dlaczego wogole ktos dla niego pracuje?
-Z oczywistego powodu....dla pieniedzy - odpowiedziala.
-A czy on...
-..zabije cie? nie sadze ze jestes mu do czego innego potrzebna
-...dzieki za kalendarz i ze mnie karmisz..
-Nie obrazilas sie za to ze nawet do jedzenia nie moge cie rozwiazac?ja poprostu..
-..wykonujesz swoja prace - Melody odwrocila glowe i spojrzala posepnie w ciemny kat piwnicy.
-Ta...czesc - pozegnala sie.
-Czesc
sobota, 21 lutego 2015
Rozdzial 2 cz. 3
Sara na drugi dzien obudzila sie z lepszym humorem niz w ostatnich dniach.O wiele lepiej skupila sie na pracy,myslala ze byc moze zawdziecza to Rogerowi,ktory odwozac ja do domu ''zmusil'' by mu sie zwierzyla twierdzac,ze poczuje sie lepiej i faktycznie nie czula juz takiego ciezaru na sobie.Obwiniala sie za porwanie Melody,poniewaz jej wtedy nie zmusila zeby przenocowala.Doskonale wiedziala,ze kobieta jest uparta,ale mogla ja zameczac to wkoncu by sie zgodzila.Jednak Sara pomimo dobrego humoru po pracy poszla na komisariat zeby dowiedziec sie czy wiadomo cos o sprawach.O porwaniu jej przyjaciolki i o zamordowaniu tej biednej dziewczyny.Wyszla z budynku i skierowala sie na parking.Podeszla do budki obok bramki do placu i powitala ochroniarza.Starszego juz mezczyzne.Podala mu karte,ktora mial kazdy pracownik firmy.Dzieki niej mozna bylo zostawic na parkingu samochod i pozniej go odebrac.Stroz wybil na karcie mala dziure i oddal pochylajac lekko glowe w dol.Sara uczynila to samo i usmiechnela sie.Odnalazla swoje auto,polozyla swoja torebke z tylu i chciala odpalic,jednak pojazd jej tego nie chcial ulatwic.Za czwartym razem wogole nie wydal dzwieku.
-Pieknie... - Mruknela.Siegnela po torebke i wyciagnela telefon.Wybrala numer do holownika.Oznajmil on,ze na taki parking musi miec jakies papiery i przybedzie dopiero za pol godziny.Sara polozyla glowe na kierownicy.
-Piekny dzien - Mruknela.
Wybaczcie,ze dawno nie pisalam,ale obiecuje,ze bede czesciej pisac.Poprostu czasu nie mialam.Kolejna czesc za 2 komentarze ;P
-Pieknie... - Mruknela.Siegnela po torebke i wyciagnela telefon.Wybrala numer do holownika.Oznajmil on,ze na taki parking musi miec jakies papiery i przybedzie dopiero za pol godziny.Sara polozyla glowe na kierownicy.
-Piekny dzien - Mruknela.
Wybaczcie,ze dawno nie pisalam,ale obiecuje,ze bede czesciej pisac.Poprostu czasu nie mialam.Kolejna czesc za 2 komentarze ;P
wtorek, 3 lutego 2015
''Pamietaj''.
,,Rozdzial 2 cz.2
-Ed tu chodzi o twoja zone.Jak nie odzwonisz na te wiadomosc to przysiegam,ze osobiscie skopie TWOJ tylek! - Rozlaczyla sie.Rzucila telefon na siedzenie obok w zielonej toyocie.
-Boze.. - westchnela.Odprezyla sie na fotelu i probowala zebrac mysli.Zastanawialo ja to,ze Ed wgl nie interesuje sie tym ze Melody moze juz nie zyc.
,,Nie Sara,dobrze wiesz,ze to nieprawda''.Po chwili jej telofon zaczal dzwonic.
-Ed!A juz myslalam ze serio bede musiala cie skopac
-Dziendobry Pani - To byl detektyw Colson.
,,O boze...''
-Bardzo Pana przepraszam...
-Nie szkodzi
-A w jakiej sprawie pan dzwoni? - Spytala.
-Chcialem Pania poinforrmowac,ze policja zajela sie sprawa zaginionej pani Owens
-Chwala Bogu - Szepnela.
-Slucham? - Odezwal sie.
-Nie,nic.Dziekuje Panu.
-Prosze,przepraszam mam robote - Rozlaczyl sie.
-Chociaz tyle,ze zajeli sie tym wkoncu... - Powiedziala do siebie.Nagle zaburczalo jej w brzuchu.Spojrzala na zegarek.Dochodzila trzecia.
-Boze...jak ten czas leci - Przetarla oczy.Caly dzien siedziala w toyocie.Znowu zaburczalo jej w brzuchu.Odpalila silnik.
-Dobrze,juz dobrze
Poszla do malej knajpki.Nie bylo to niewiadomo co,ale jedzienie bylo smaczne i mozna sie bylo najesc do syta.Dodatkowo obsluga i goscie byli bardzo mili i zawsze mozna bylo sie posmiac.Lubila tam chodzic.Wjechala na parking,zawsze bylo jakies miejsce.Pchnela drzwi i dzwoneczek oznajmil jej przyjscie.
-Sara witaj - Powitala ja pulchna starsza kobieta,ktora zawsze miala na twarzy usmiech.
-Dziendobry Pani Dory Breath - Usiadla na stolku przy ladzie.
-Marnie wygladasz - Zmartwila sie.
-I tak sie czuje..
-Ta kancelaria cie wykonczy
-To nie praca
-Chlopak? -Zasmiala sie.
-No co tez Pani opowiada - Usmiechnela sie.
-Haha,no dobrze...to co zwykle?
-A no poprosze Pani slynne spaghetti -Usmiechnela sie.
-Haha,slynne dzieki tobie - puscila do Sary oczko i zniknela za drzwiami.
-Sara
Odwrocila glowe i zobaczylo swojego pryjaciela.
-Roger! - Roger byl synem pani Dory.
-Milo cie widziec - Podbiegl do Sary i usiadl kolo niej.
-Ciebie tez - Rozmawiali i wspominali dawne czasy.Sara na chwile mogla odpoczac.Odkad Melody zaginela strasznie sie stresuje co odbija sie na jej zdrowiu.Potem przyszla pani Dory i dolaczyla do rozmowy.Zanim sie obejrzeli wszyscy goscie z nimi rozmawiali i smiali sie do lez.Wlasnie takie dni Sara lubila najbardziej.Gdy goscie musieli juz isc do swoich domow zostali we trojke.Wybila 21.Sara uznala,ze takze juz pojdzie.
-Poczekaj!odwioze cie
-Nie trzeba Roger
-Napewno? - Spojrzal na nia slodko.
-Idzcie idzcie - Mrugnela do Sary pani Dory.
-No to chodzmy - Powiedziala.
Wsiedli do jej samochodu.Sara westchnela.
-Co? - Zapytal.
-Nic..bylo wspaniale
-O tak.Kocham takie wieczory - Usmiechnal sie.
-Ja tez - Powiedziala.Roger specjalnie wybral dluzsza trase,zeby z nia porozmawiac i posmiac sie.Byli dla siebie jak rodzenstwo.
-Ed tu chodzi o twoja zone.Jak nie odzwonisz na te wiadomosc to przysiegam,ze osobiscie skopie TWOJ tylek! - Rozlaczyla sie.Rzucila telefon na siedzenie obok w zielonej toyocie.
-Boze.. - westchnela.Odprezyla sie na fotelu i probowala zebrac mysli.Zastanawialo ja to,ze Ed wgl nie interesuje sie tym ze Melody moze juz nie zyc.
,,Nie Sara,dobrze wiesz,ze to nieprawda''.Po chwili jej telofon zaczal dzwonic.
-Ed!A juz myslalam ze serio bede musiala cie skopac
-Dziendobry Pani - To byl detektyw Colson.
,,O boze...''
-Bardzo Pana przepraszam...
-Nie szkodzi
-A w jakiej sprawie pan dzwoni? - Spytala.
-Chcialem Pania poinforrmowac,ze policja zajela sie sprawa zaginionej pani Owens
-Chwala Bogu - Szepnela.
-Slucham? - Odezwal sie.
-Nie,nic.Dziekuje Panu.
-Prosze,przepraszam mam robote - Rozlaczyl sie.
-Chociaz tyle,ze zajeli sie tym wkoncu... - Powiedziala do siebie.Nagle zaburczalo jej w brzuchu.Spojrzala na zegarek.Dochodzila trzecia.
-Boze...jak ten czas leci - Przetarla oczy.Caly dzien siedziala w toyocie.Znowu zaburczalo jej w brzuchu.Odpalila silnik.
-Dobrze,juz dobrze
Poszla do malej knajpki.Nie bylo to niewiadomo co,ale jedzienie bylo smaczne i mozna sie bylo najesc do syta.Dodatkowo obsluga i goscie byli bardzo mili i zawsze mozna bylo sie posmiac.Lubila tam chodzic.Wjechala na parking,zawsze bylo jakies miejsce.Pchnela drzwi i dzwoneczek oznajmil jej przyjscie.
-Sara witaj - Powitala ja pulchna starsza kobieta,ktora zawsze miala na twarzy usmiech.
-Dziendobry Pani Dory Breath - Usiadla na stolku przy ladzie.
-Marnie wygladasz - Zmartwila sie.
-I tak sie czuje..
-Ta kancelaria cie wykonczy
-To nie praca
-Chlopak? -Zasmiala sie.
-No co tez Pani opowiada - Usmiechnela sie.
-Haha,no dobrze...to co zwykle?
-A no poprosze Pani slynne spaghetti -Usmiechnela sie.
-Haha,slynne dzieki tobie - puscila do Sary oczko i zniknela za drzwiami.
-Sara
Odwrocila glowe i zobaczylo swojego pryjaciela.
-Roger! - Roger byl synem pani Dory.
-Milo cie widziec - Podbiegl do Sary i usiadl kolo niej.
-Ciebie tez - Rozmawiali i wspominali dawne czasy.Sara na chwile mogla odpoczac.Odkad Melody zaginela strasznie sie stresuje co odbija sie na jej zdrowiu.Potem przyszla pani Dory i dolaczyla do rozmowy.Zanim sie obejrzeli wszyscy goscie z nimi rozmawiali i smiali sie do lez.Wlasnie takie dni Sara lubila najbardziej.Gdy goscie musieli juz isc do swoich domow zostali we trojke.Wybila 21.Sara uznala,ze takze juz pojdzie.
-Poczekaj!odwioze cie
-Nie trzeba Roger
-Napewno? - Spojrzal na nia slodko.
-Idzcie idzcie - Mrugnela do Sary pani Dory.
-No to chodzmy - Powiedziala.
Wsiedli do jej samochodu.Sara westchnela.
-Co? - Zapytal.
-Nic..bylo wspaniale
-O tak.Kocham takie wieczory - Usmiechnal sie.
-Ja tez - Powiedziala.Roger specjalnie wybral dluzsza trase,zeby z nia porozmawiac i posmiac sie.Byli dla siebie jak rodzenstwo.
środa, 7 stycznia 2015
Rozdzial 1 cz.2
-Co sie dzie-je?gdzie jjja jestem?-glos melody byl jeszcze slaby.Widziala tylko zamazany obraz i ciemna sylwetke pochylona nad nia.W klatce piersiowej czula przerazliwie mocny bol.Nie pamietala nic,oprocz zderzenia z czarnym terenowym autem.
-Juz dobrze-uslyszala kobiecy glos.
-Gdzie ja..gdzie ja jestem?
-Emmm...w piwnicy...
Melody widziala juz coraz lepiej i po chwili zorientowala sie,ze przed nia kleczy kobieta o miedzianych wlosach i latynowskiej karnacji.Miala zmeczona twarz i oczy w ktorych kiedys mogl byc blysk.
-SANDRA!-uslyszala meski glos z drzwi,ktore prowadzily na gore.
-Musze isc,ale masz tu zupe i jak nabierzesz sil to moze zjesz...-powiedziala niepewnie kobieta poczym wstala i poszla w kierunku drzwi.Zatrzymala sie na chwile i powiedziala juz tylko :
-Przykro mi.
Melody niezrozumiala o co jej chodzi.Niewiedziala jeszcze w jakiej znajduje sie sytuacji.
-Musicie cos zrobic!Blagam Panie Patrick!-glos Sary byl juz zrozpaczony.
-Przykro mi,ale nie ma dowodow na to ze zostala uprowadzona.
-A kamery?!Napewno przechodzila przez park!Blagam!!
-No dobrze zobacze co da sie zrobic-westchnal.
Sarze spadl kamien z serca.
-Ale musze porozmawiac z wspolpracownikami.Bez ich zgody nie moge tego zrobic
-Eh...no dobrze...
-A teraz przepraszam musze wyjsc na chwile.Dowidzenia Pani-Powiedzial Patrick.
-Dowidzenia Panu -pozegnala sie.
Sara postanowila,ze zadzwoni do Eda jeszcze raz.Ale ten jak zwykle nie odbieral.
Takie krotkie na szybko.Mam nadzieje ze sie spodoba :)
wtorek, 6 stycznia 2015
Pamietaj.
Rozdzial 1. cz.1 ,,Porwanie.''
-Jak to? O co mnie oskarżacie?
-Zadałem Pani pytanie,gdzie Pani była w piątek o godzinie 18:45?
-Obchodziłam rocznicę z mężem,może go pan zapytać to potwierdzi.
-Już przesłuchiwałem Pana Owensa.
-To po co ten rabat?
-Powiedział ze 4,w piątek nie mieli państwo rocznicy.-oznajmił detektyw Colson.
-Jak to? Może pomylił daty,napewno mieliśmy rocznicę.-Powiedziala Melody.
Detektyw Colson wstał do wyjścia.
-Ma Pani czas do jutra.Jutro pojedzie Pani do aresztu śledczego.
Melody aż złapała się rogu krzesła.Nie mogła uwierzyć w to co usłyszała.
-Do widzenia.
-Do widzenia.-Jednak szept ten byl tak cichy,ze Melody nie byla pewna czy mezczyzna uslyszal odpowiedz.Dochodzila juz 11:00.Kobieta poszla do lazienki przemyc twarz zimna woda przed spotkaniem.
,,Napewno pomylil daty...napewno...''
Melody poszla sie przebrac i po polgodzinie byla przy czarnym peugeot'cie.
-Dziendobry Melody.-Przywitala ja 60-letnia sasiadka,Pani Harris.
-Dziendobry Pani.
-Wszystko dobrze?
-Tak,przepraszam spiesze sie na spotkanie
-Pozdrow Eda.
-Pozdrowie.
Wsiadla do samochodu i ruszyla w strone cofee cup street,gdzie miescila sie niewielka kawiarnia ,,Ice Breath Cafe''.Ulubione miejsce spotkan 30-latek.Bylo tam zawsze spokojnie i cicho,lecz nie w tym dniu.Jak sie okazalo dzis mieli mase klientow.
-Melody tutaj jestem-Juz z oddali pomachala do niej Sarah.
-Witaj.Przepraszam za spoznienie.
-Nic sie nie stalo.Ale marnie wygladasz,co sie stalo?-zaniepokoila sie.
-Jestem oskarzona o morderstwo Patricii-w oczach Melody pojawily sie lzy.
Sarah az usiadla z otwartymi ustami,chyba trawila dwie wiadomosci.Jej znajoma ze studiow Patricia zostala zamordowana i Melody zostala o to oskarzona.
-Jakim prawem?!Jestes przeciez niewinna!-zaczela krzyczec tak glosno ze nawet harmider w kawiarni ucichl.Melody na darmo probowala ja uciszyc.
-Sarah spokojnie przejdziemy sie do mnie i porozmawiamy na spokojnie.
-Nie,do domu jest blizej.
-Wiec chodzmy.
Kobiety przeszly przez park i po drodze zachaczyly o osiedlowy sklepik.Rozmawialy do wieczora.
-Sarah,ktora godzina?
-O matko juz 19:25-odparla Sarah
-Bede leciec.Pewnie Ed juz czeka w domu.
-Moze zadzwonie po taksowke?
-Po co?-Melody zaczela wkladac buty.
-Taki kawal po ciemku bedziesz isc?-zmartwila sie przyjaciolka.
-Nic mi nie bedzie-uspokoila ja natychmiast.Pozegnaly sie i umowily na jutro przed zabraniem Melody.Wyszla od Sary i postanowila ze przez drozke kolo lasu bedzie szybciej w domu.Przechodzila przez pasy obok parku i nagle poczula mocny bol w klatce piersiowej.Obraz byl zamazany a w uszach slyszala tylko glosne pulsowanie krwi.Z trudem lapala oddech.Widziala trzy postacie biegnace z auta do niej.Nagle jedna zarzucila jej ciemny worek na glowe i zapadla ciemnosc.
-Ed odbierz blagam...-powiedziala do siebie.
-Po uslyszeniu sygnalu zostaw wiadomosc
-Ed tu Sarah niewiem co sie dzieje z Mel,nie odbiera telefonu w tez domu jej nie ma.Blagam odzwon jak tylko odsluchasz ta wiadomosc.
-O moja Melody,gdzie ty jestes.
Sarah postanowila,ze pojdzie do pracy Melody i moze czegos sie dowie.
,,Zaraz a ten detektyw?''.Sarze przemknelo przez mysl,ze moze zabrali ja wczesniej niz mieli.Nie chciala marnowac czasu,natychmiast udala sie w strone komisariatu.Po 45minutach byla na miejscu.
-W czyms moge pomoc?-odezwala sie mloda kobieta za biurkiem.Na oko Sary miala 29 lat.
-Tak szukam detektywa...jak on mial...hmmm...
Kobieta troche dziwnie spojrzala na Sare.
-O juz wiem!szukam detektywa Colsona -przypomniala sobie.
-Tym korytarzem i drzwi nr 13...
Sara poszla dalej.
-Ale zaraz...on jest chyba zajety!...ludzie...
Zapukala w drzwi z numerem 13.Spojrzala na liczbe i ciezko przelknela sline.
-Prosze...-odezwal sie meski glos.
Powoli zajrzala do srodka.Pomieszczenie bylo nie zbyt czyste.Powietrze bylo ciezkie i nie pachnialo zbyt pieknie.Sarah pomyslala,ze przydalaby sie tu kobieca reka.Nad biurkiem siedzial przystojny brunet z papierami w rekach.Dopiero po chwili zauwazyl Sare i odlozyl dokumenty.
-Moge w czyms pomoc?-zapytal wpatrujac sie w rudowlosa pieknosc.
Mezczyzna jak ocenila Sarah mial okolo 32 lat.Bardzo przystojny.
-Prosze usiasc,nazywam sie Patrick Colson.
-Sara Gallier.Ja znaczy...bo..-Sarah niesmiala z natury zawsze jakala sie przy obcych.
-Bo chodzi o moja przyjaciolke...
-Zaginela?
-Chyba tak...
Detektyw zaczal cos zapisywac na innej kartce.
-Jak sie nazywa?
-Melody Owens-rzekla.
Detektyw spojrzal na Sare zdziwiony...przemknelo mu przez chwile,ze oskarzona mogla uciec,ale sluchal dalej.
-Wczoraj wyszla ode mnie chyba o 20.Mialysmy sie dzisiaj spotkac i slad po niej zaginal-glos Sary znowu zaczal sie lamac.
-Prosze sie uspokoic,czy podej...zaginiona miala samochod?
-Tak...ale wracala na piechote,rano miala wziasc samochod spod gabinetu stomatologicznego-w tej chwili do Sary doszlo,ze peugeot nadal stoi na swoim miejscu.
-Jak to? O co mnie oskarżacie?
-Zadałem Pani pytanie,gdzie Pani była w piątek o godzinie 18:45?
-Obchodziłam rocznicę z mężem,może go pan zapytać to potwierdzi.
-Już przesłuchiwałem Pana Owensa.
-To po co ten rabat?
-Powiedział ze 4,w piątek nie mieli państwo rocznicy.-oznajmił detektyw Colson.
-Jak to? Może pomylił daty,napewno mieliśmy rocznicę.-Powiedziala Melody.
Detektyw Colson wstał do wyjścia.
-Ma Pani czas do jutra.Jutro pojedzie Pani do aresztu śledczego.
Melody aż złapała się rogu krzesła.Nie mogła uwierzyć w to co usłyszała.
-Do widzenia.
-Do widzenia.-Jednak szept ten byl tak cichy,ze Melody nie byla pewna czy mezczyzna uslyszal odpowiedz.Dochodzila juz 11:00.Kobieta poszla do lazienki przemyc twarz zimna woda przed spotkaniem.
,,Napewno pomylil daty...napewno...''
Melody poszla sie przebrac i po polgodzinie byla przy czarnym peugeot'cie.
-Dziendobry Melody.-Przywitala ja 60-letnia sasiadka,Pani Harris.
-Dziendobry Pani.
-Wszystko dobrze?
-Tak,przepraszam spiesze sie na spotkanie
-Pozdrow Eda.
-Pozdrowie.
Wsiadla do samochodu i ruszyla w strone cofee cup street,gdzie miescila sie niewielka kawiarnia ,,Ice Breath Cafe''.Ulubione miejsce spotkan 30-latek.Bylo tam zawsze spokojnie i cicho,lecz nie w tym dniu.Jak sie okazalo dzis mieli mase klientow.
-Melody tutaj jestem-Juz z oddali pomachala do niej Sarah.
-Witaj.Przepraszam za spoznienie.
-Nic sie nie stalo.Ale marnie wygladasz,co sie stalo?-zaniepokoila sie.
-Jestem oskarzona o morderstwo Patricii-w oczach Melody pojawily sie lzy.
Sarah az usiadla z otwartymi ustami,chyba trawila dwie wiadomosci.Jej znajoma ze studiow Patricia zostala zamordowana i Melody zostala o to oskarzona.
-Jakim prawem?!Jestes przeciez niewinna!-zaczela krzyczec tak glosno ze nawet harmider w kawiarni ucichl.Melody na darmo probowala ja uciszyc.
-Sarah spokojnie przejdziemy sie do mnie i porozmawiamy na spokojnie.
-Nie,do domu jest blizej.
-Wiec chodzmy.
Kobiety przeszly przez park i po drodze zachaczyly o osiedlowy sklepik.Rozmawialy do wieczora.
-Sarah,ktora godzina?
-O matko juz 19:25-odparla Sarah
-Bede leciec.Pewnie Ed juz czeka w domu.
-Moze zadzwonie po taksowke?
-Po co?-Melody zaczela wkladac buty.
-Taki kawal po ciemku bedziesz isc?-zmartwila sie przyjaciolka.
-Nic mi nie bedzie-uspokoila ja natychmiast.Pozegnaly sie i umowily na jutro przed zabraniem Melody.Wyszla od Sary i postanowila ze przez drozke kolo lasu bedzie szybciej w domu.Przechodzila przez pasy obok parku i nagle poczula mocny bol w klatce piersiowej.Obraz byl zamazany a w uszach slyszala tylko glosne pulsowanie krwi.Z trudem lapala oddech.Widziala trzy postacie biegnace z auta do niej.Nagle jedna zarzucila jej ciemny worek na glowe i zapadla ciemnosc.
-Ed odbierz blagam...-powiedziala do siebie.
-Po uslyszeniu sygnalu zostaw wiadomosc
-Ed tu Sarah niewiem co sie dzieje z Mel,nie odbiera telefonu w tez domu jej nie ma.Blagam odzwon jak tylko odsluchasz ta wiadomosc.
-O moja Melody,gdzie ty jestes.
Sarah postanowila,ze pojdzie do pracy Melody i moze czegos sie dowie.
,,Zaraz a ten detektyw?''.Sarze przemknelo przez mysl,ze moze zabrali ja wczesniej niz mieli.Nie chciala marnowac czasu,natychmiast udala sie w strone komisariatu.Po 45minutach byla na miejscu.
-W czyms moge pomoc?-odezwala sie mloda kobieta za biurkiem.Na oko Sary miala 29 lat.
-Tak szukam detektywa...jak on mial...hmmm...
Kobieta troche dziwnie spojrzala na Sare.
-O juz wiem!szukam detektywa Colsona -przypomniala sobie.
-Tym korytarzem i drzwi nr 13...
Sara poszla dalej.
-Ale zaraz...on jest chyba zajety!...ludzie...
Zapukala w drzwi z numerem 13.Spojrzala na liczbe i ciezko przelknela sline.
-Prosze...-odezwal sie meski glos.
Powoli zajrzala do srodka.Pomieszczenie bylo nie zbyt czyste.Powietrze bylo ciezkie i nie pachnialo zbyt pieknie.Sarah pomyslala,ze przydalaby sie tu kobieca reka.Nad biurkiem siedzial przystojny brunet z papierami w rekach.Dopiero po chwili zauwazyl Sare i odlozyl dokumenty.
-Moge w czyms pomoc?-zapytal wpatrujac sie w rudowlosa pieknosc.
Mezczyzna jak ocenila Sarah mial okolo 32 lat.Bardzo przystojny.
-Prosze usiasc,nazywam sie Patrick Colson.
-Sara Gallier.Ja znaczy...bo..-Sarah niesmiala z natury zawsze jakala sie przy obcych.
-Bo chodzi o moja przyjaciolke...
-Zaginela?
-Chyba tak...
Detektyw zaczal cos zapisywac na innej kartce.
-Jak sie nazywa?
-Melody Owens-rzekla.
Detektyw spojrzal na Sare zdziwiony...przemknelo mu przez chwile,ze oskarzona mogla uciec,ale sluchal dalej.
-Wczoraj wyszla ode mnie chyba o 20.Mialysmy sie dzisiaj spotkac i slad po niej zaginal-glos Sary znowu zaczal sie lamac.
-Prosze sie uspokoic,czy podej...zaginiona miala samochod?
-Tak...ale wracala na piechote,rano miala wziasc samochod spod gabinetu stomatologicznego-w tej chwili do Sary doszlo,ze peugeot nadal stoi na swoim miejscu.
poniedziałek, 5 stycznia 2015
Czesc mojej niedokonczonej jeszcze ksiazki ''Pamietaj''.
Prolog.
W silliven wzeszlo slonce.Do domu przy sunny street 88 wdarly sie pierwsze promienie.Melody otworzyla zaspane oczy.Spojrzala na miejsce obok i choc posciel byla wyczuwalnie ciepla to w domu nie bylo juz nikogo poza pania Owens i jej 3-letnim chihuahua.Obrocila glowe w prawa strone i zobaczyla ze zegar wskazywal juz 8:04.
-Moje zycie nie ma sensu - mruknela do siebie poczym wstala i poszla do lazienki.
Nie minelo 30 minut,a jej telefon zaczal dzwonic.Wyszla spod kabiny,zarzucila na siebie recznik i udala sie w strone szafki nocnej po komorke.Na wyswietlaczu widnial napis ''Sarah''.
,,Ciekawe czego chce?.''
-Hej.
-Czesc.- w telefonie zagmial cieply,spokojny glos Sary.
-Co tam?-Zapytala.
-Nic.Spotkajmy sie o 11:00 tam gdzie zwykle,dobrze?-odpowiedziala jej.
-,,Tak wczesnie?''No dobra.- i po chwili jej przyjaciolka sie rozlaczyla.
Melody poszla sie szykowac i zajelo jej to cala godzine.Nic dziwnego,z jej wygladem trzeba sie napracowac.Piekne,dlugie kasztanowe wlosy.Niebieskie oczy,szczupla sylwetka,jasna cera,pelne usta.Zaden mezczyzna by jej sie nie oparl.Po wszystkim zeszla do kuchni gdzie powitala ja serenada wrzaskow niecierpliwego psa.
-Spike zaraz...-powiedziala i zaczela robic sobie jajecznice.W miedzyczasie nasypala karmy do miski ulubienca i natychmiast caly dom wypelnil sie cisza.Zrobila sobie kawy,skonczyla smazyc sniadanie i usiadla przy dlugim stole w jadalni.Nigdy sie nie zastanawiala na co jej tak duzy stol.Jadla wolno nigdzie sie nie spieszyla,do 11:00 bylo jeszcze poltorej godziny.Nagle po domu rozlegl sie dzwiek ''DING DONG!''.
,,Kto tak wczesnie przychodzi?''
Poszla sprawdzic kto moze od niej cos chciec o 9:30.Przeszla przez korytarz do przedpokoju i nacisnela klamke.W progu stal wysoki mezczyzna.
-Dziendobry czy mam przyjemnosc z Pania Owens?-spytal.
W silliven wzeszlo slonce.Do domu przy sunny street 88 wdarly sie pierwsze promienie.Melody otworzyla zaspane oczy.Spojrzala na miejsce obok i choc posciel byla wyczuwalnie ciepla to w domu nie bylo juz nikogo poza pania Owens i jej 3-letnim chihuahua.Obrocila glowe w prawa strone i zobaczyla ze zegar wskazywal juz 8:04.
-Moje zycie nie ma sensu - mruknela do siebie poczym wstala i poszla do lazienki.
Nie minelo 30 minut,a jej telefon zaczal dzwonic.Wyszla spod kabiny,zarzucila na siebie recznik i udala sie w strone szafki nocnej po komorke.Na wyswietlaczu widnial napis ''Sarah''.
,,Ciekawe czego chce?.''
-Hej.
-Czesc.- w telefonie zagmial cieply,spokojny glos Sary.
-Co tam?-Zapytala.
-Nic.Spotkajmy sie o 11:00 tam gdzie zwykle,dobrze?-odpowiedziala jej.
-,,Tak wczesnie?''No dobra.- i po chwili jej przyjaciolka sie rozlaczyla.
Melody poszla sie szykowac i zajelo jej to cala godzine.Nic dziwnego,z jej wygladem trzeba sie napracowac.Piekne,dlugie kasztanowe wlosy.Niebieskie oczy,szczupla sylwetka,jasna cera,pelne usta.Zaden mezczyzna by jej sie nie oparl.Po wszystkim zeszla do kuchni gdzie powitala ja serenada wrzaskow niecierpliwego psa.
-Spike zaraz...-powiedziala i zaczela robic sobie jajecznice.W miedzyczasie nasypala karmy do miski ulubienca i natychmiast caly dom wypelnil sie cisza.Zrobila sobie kawy,skonczyla smazyc sniadanie i usiadla przy dlugim stole w jadalni.Nigdy sie nie zastanawiala na co jej tak duzy stol.Jadla wolno nigdzie sie nie spieszyla,do 11:00 bylo jeszcze poltorej godziny.Nagle po domu rozlegl sie dzwiek ''DING DONG!''.
,,Kto tak wczesnie przychodzi?''
Poszla sprawdzic kto moze od niej cos chciec o 9:30.Przeszla przez korytarz do przedpokoju i nacisnela klamke.W progu stal wysoki mezczyzna.
-Dziendobry czy mam przyjemnosc z Pania Owens?-spytal.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
