sobota, 21 lutego 2015

Rozdzial 2 cz. 3

Sara na drugi dzien obudzila sie z lepszym humorem niz w ostatnich dniach.O wiele lepiej skupila sie na pracy,myslala ze byc moze zawdziecza to Rogerowi,ktory odwozac ja do domu ''zmusil'' by mu sie zwierzyla  twierdzac,ze poczuje sie lepiej i faktycznie nie czula juz takiego ciezaru na sobie.Obwiniala sie za porwanie Melody,poniewaz jej wtedy nie zmusila zeby przenocowala.Doskonale wiedziala,ze kobieta jest uparta,ale mogla ja zameczac to wkoncu by sie zgodzila.Jednak Sara pomimo dobrego humoru po pracy poszla na komisariat zeby dowiedziec sie czy wiadomo cos o sprawach.O porwaniu jej przyjaciolki i o zamordowaniu tej biednej dziewczyny.Wyszla z budynku i skierowala sie na parking.Podeszla do budki obok bramki do placu i powitala ochroniarza.Starszego juz mezczyzne.Podala mu karte,ktora mial kazdy pracownik firmy.Dzieki niej mozna bylo zostawic na parkingu samochod i pozniej go odebrac.Stroz wybil na karcie mala dziure i oddal pochylajac lekko glowe w dol.Sara uczynila to samo i usmiechnela sie.Odnalazla swoje auto,polozyla swoja torebke z tylu i chciala odpalic,jednak pojazd jej tego nie chcial ulatwic.Za czwartym razem wogole nie wydal dzwieku.
-Pieknie... - Mruknela.Siegnela po torebke i wyciagnela telefon.Wybrala numer do holownika.Oznajmil on,ze na taki parking musi miec jakies papiery i przybedzie dopiero za pol godziny.Sara polozyla glowe na kierownicy.
-Piekny dzien - Mruknela.



Wybaczcie,ze dawno nie pisalam,ale obiecuje,ze bede czesciej pisac.Poprostu czasu nie mialam.Kolejna czesc za 2 komentarze ;P

wtorek, 3 lutego 2015

''Pamietaj''.

                                       ,,Rozdzial 2 cz.2

-Ed tu chodzi o twoja zone.Jak nie odzwonisz na te wiadomosc to przysiegam,ze osobiscie skopie TWOJ tylek! - Rozlaczyla sie.Rzucila telefon na siedzenie obok w zielonej toyocie.
-Boze.. - westchnela.Odprezyla sie na fotelu i probowala zebrac mysli.Zastanawialo ja to,ze Ed wgl nie interesuje sie tym ze Melody moze juz nie zyc.
,,Nie Sara,dobrze wiesz,ze to nieprawda''.Po chwili jej telofon zaczal dzwonic.
-Ed!A juz myslalam ze serio bede musiala cie skopac
-Dziendobry Pani - To byl detektyw Colson.
,,O boze...''
-Bardzo Pana przepraszam...
-Nie szkodzi
-A w jakiej sprawie pan dzwoni? - Spytala.
-Chcialem Pania poinforrmowac,ze policja zajela sie sprawa zaginionej pani Owens
-Chwala Bogu - Szepnela.
-Slucham? - Odezwal sie.
-Nie,nic.Dziekuje Panu.
-Prosze,przepraszam mam robote - Rozlaczyl sie.
-Chociaz tyle,ze  zajeli sie tym wkoncu... - Powiedziala do siebie.Nagle zaburczalo jej w brzuchu.Spojrzala na zegarek.Dochodzila trzecia.
-Boze...jak ten czas leci - Przetarla oczy.Caly dzien siedziala w toyocie.Znowu zaburczalo jej w brzuchu.Odpalila silnik.
-Dobrze,juz dobrze
Poszla do malej knajpki.Nie bylo to niewiadomo co,ale jedzienie bylo smaczne i mozna sie bylo najesc do syta.Dodatkowo obsluga i goscie byli bardzo mili i zawsze mozna bylo sie posmiac.Lubila tam chodzic.Wjechala na parking,zawsze bylo jakies miejsce.Pchnela drzwi i dzwoneczek oznajmil jej przyjscie.
-Sara witaj - Powitala ja pulchna starsza kobieta,ktora zawsze miala na twarzy usmiech.
-Dziendobry Pani Dory Breath - Usiadla na stolku przy ladzie.
-Marnie wygladasz - Zmartwila sie.
-I tak sie czuje..
-Ta kancelaria cie wykonczy
-To nie praca
-Chlopak? -Zasmiala sie.
-No co tez Pani opowiada - Usmiechnela sie.
-Haha,no dobrze...to co zwykle? 
-A no poprosze Pani slynne spaghetti -Usmiechnela sie.
-Haha,slynne dzieki tobie - puscila do Sary oczko i zniknela za drzwiami.
-Sara
Odwrocila glowe i zobaczylo swojego pryjaciela.
-Roger! - Roger byl synem pani Dory.
-Milo cie widziec - Podbiegl do Sary i usiadl kolo niej.
-Ciebie tez - Rozmawiali i wspominali dawne czasy.Sara na chwile mogla odpoczac.Odkad Melody zaginela strasznie sie stresuje co odbija sie na jej zdrowiu.Potem przyszla pani Dory i dolaczyla do rozmowy.Zanim sie obejrzeli wszyscy goscie z nimi rozmawiali i smiali sie do lez.Wlasnie takie dni Sara lubila najbardziej.Gdy goscie musieli juz isc do swoich domow zostali we trojke.Wybila 21.Sara uznala,ze takze juz pojdzie.
-Poczekaj!odwioze cie
-Nie trzeba Roger
-Napewno? - Spojrzal na nia slodko.
-Idzcie idzcie - Mrugnela do Sary pani Dory.
-No to chodzmy - Powiedziala.
Wsiedli do jej samochodu.Sara westchnela.
-Co? - Zapytal.
-Nic..bylo wspaniale
-O tak.Kocham takie wieczory - Usmiechnal sie.
-Ja tez - Powiedziala.Roger specjalnie wybral dluzsza trase,zeby z nia porozmawiac i posmiac sie.Byli dla siebie jak rodzenstwo.