Przepraszam,ze tak dlugo nie bylo kolejnej czesci...postaram sie czesciej pisac ;)
Sara wziela wolne na zadanie.Wiedziala,ze skads kojarzy numer ktory dzwonil zeszlej nocy do Phila.Rozwalazala kazda mysl,nawet taka ze to ktos z jej znajomych,ale nie moglaby w to uwierzyc,ze ma wsrod przyjaciol swira.Takiego psychopate.A poza tym przeciez zawsze porywacze chca okupu,a tu nic nie bylo...zadnej wiadomosci...cisza...''Hmmm...a moze Ed tez maczal w tym palce?Nie..co ja mysle przeciez kochal ja nad zycie...ale przeciez wydaje sie niewzruszony tym,ze moze jej grozic smiertelne niebezpieczenstwo.. - Pomyslala.Miala klucze do mieszkania Melody i gdy poczeka na 13 i Ed bedzie w pracy poszpera troche w jego biurze i jesli tez jest porywaczem to napewno cos znajdzie...
Co ona sobie myslala?Siedzi w samochodzie juz 20 minut i nie ma odwagi by tam wejsc...
-Okej...juz czas... - Wziela gleboki oddech i wysiadla z samochodu.Przekoczyla furtke i nagle powitala ja sasiadka Melody.
-Dziendobry Sara! - Krzyknela.
-Dziendobry - odpowiedziala jej i usmiechnela sie.Wyjela klucze z torebki i ostroznie wsunela do zamka.Przekecila i weszla do srodka.Eda napewno nie ma juz w domu,ma prace na 13;00 a jest juz czterdziesci minut po...pozatym nie ma jego auta na podjezdzie.Coz jesli jest winny to na bank ma wszystkie dowody w biurze.Skierowala swoje kroki do jego biura, gdy nagle zamarla...
-Sara? - Odwrocila sie i zobaczyla Eda.
-Co ty tu robisz? - Zapytal.
-Ja...coz...przyszlam po Spike'a - Usmiechnela sie lekko.Odwzajemnil jej czyn.
-To dobrze,ale on jest na gorze..
-Dzieki,nie musze juz go szukac - Oznajmila.
-Rzeczy znajdziesz w sypialni i w kuchni..i,dzieki ze go bierzesz..nie lubie go.. - Powiedzial.
-Nie ma sprawy...
-A juz cos wiadomo na temat Melody?
-Niestety...
-Oh..nie martw sie napewno ja znajdziemy - Usmiechnal sie slabo.
-Taa.. - Odpowiedziala.
-Wybacz,ale spiesze sie do pracy...
-A gdzie twoj samochod? - Zapytala,
-W..naprawie,wiesz ciagle sie psuje
Sara weszla na kilka schodkow prowadzacych do sypialni i odworcila sie.
-To narazie - Pozegnala go.
-Ta,czesc
Gdy tylko uslyszala dzwiek zamykanych drzwi skierowala sie do gabinetu.W pierwszej chwili pomyslala,ze Ed zamknal go na klucz.Pociegnela klamke...Otwarte!
Przewarzala tu glownie biel.Wielkie biurko stalo na wprost drzwi,a za nim wielkie okno.Bylo zadziwiajaco ladnie jak na faceta.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz