,,Rozdzial 2 cz.2
-Ed tu chodzi o twoja zone.Jak nie odzwonisz na te wiadomosc to przysiegam,ze osobiscie skopie TWOJ tylek! - Rozlaczyla sie.Rzucila telefon na siedzenie obok w zielonej toyocie.
-Boze.. - westchnela.Odprezyla sie na fotelu i probowala zebrac mysli.Zastanawialo ja to,ze Ed wgl nie interesuje sie tym ze Melody moze juz nie zyc.
,,Nie Sara,dobrze wiesz,ze to nieprawda''.Po chwili jej telofon zaczal dzwonic.
-Ed!A juz myslalam ze serio bede musiala cie skopac
-Dziendobry Pani - To byl detektyw Colson.
,,O boze...''
-Bardzo Pana przepraszam...
-Nie szkodzi
-A w jakiej sprawie pan dzwoni? - Spytala.
-Chcialem Pania poinforrmowac,ze policja zajela sie sprawa zaginionej pani Owens
-Chwala Bogu - Szepnela.
-Slucham? - Odezwal sie.
-Nie,nic.Dziekuje Panu.
-Prosze,przepraszam mam robote - Rozlaczyl sie.
-Chociaz tyle,ze zajeli sie tym wkoncu... - Powiedziala do siebie.Nagle zaburczalo jej w brzuchu.Spojrzala na zegarek.Dochodzila trzecia.
-Boze...jak ten czas leci - Przetarla oczy.Caly dzien siedziala w toyocie.Znowu zaburczalo jej w brzuchu.Odpalila silnik.
-Dobrze,juz dobrze
Poszla do malej knajpki.Nie bylo to niewiadomo co,ale jedzienie bylo smaczne i mozna sie bylo najesc do syta.Dodatkowo obsluga i goscie byli bardzo mili i zawsze mozna bylo sie posmiac.Lubila tam chodzic.Wjechala na parking,zawsze bylo jakies miejsce.Pchnela drzwi i dzwoneczek oznajmil jej przyjscie.
-Sara witaj - Powitala ja pulchna starsza kobieta,ktora zawsze miala na twarzy usmiech.
-Dziendobry Pani Dory Breath - Usiadla na stolku przy ladzie.
-Marnie wygladasz - Zmartwila sie.
-I tak sie czuje..
-Ta kancelaria cie wykonczy
-To nie praca
-Chlopak? -Zasmiala sie.
-No co tez Pani opowiada - Usmiechnela sie.
-Haha,no dobrze...to co zwykle?
-A no poprosze Pani slynne spaghetti -Usmiechnela sie.
-Haha,slynne dzieki tobie - puscila do Sary oczko i zniknela za drzwiami.
-Sara
Odwrocila glowe i zobaczylo swojego pryjaciela.
-Roger! - Roger byl synem pani Dory.
-Milo cie widziec - Podbiegl do Sary i usiadl kolo niej.
-Ciebie tez - Rozmawiali i wspominali dawne czasy.Sara na chwile mogla odpoczac.Odkad Melody zaginela strasznie sie stresuje co odbija sie na jej zdrowiu.Potem przyszla pani Dory i dolaczyla do rozmowy.Zanim sie obejrzeli wszyscy goscie z nimi rozmawiali i smiali sie do lez.Wlasnie takie dni Sara lubila najbardziej.Gdy goscie musieli juz isc do swoich domow zostali we trojke.Wybila 21.Sara uznala,ze takze juz pojdzie.
-Poczekaj!odwioze cie
-Nie trzeba Roger
-Napewno? - Spojrzal na nia slodko.
-Idzcie idzcie - Mrugnela do Sary pani Dory.
-No to chodzmy - Powiedziala.
Wsiedli do jej samochodu.Sara westchnela.
-Co? - Zapytal.
-Nic..bylo wspaniale
-O tak.Kocham takie wieczory - Usmiechnal sie.
-Ja tez - Powiedziala.Roger specjalnie wybral dluzsza trase,zeby z nia porozmawiac i posmiac sie.Byli dla siebie jak rodzenstwo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz