czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdzial 3 cz. 2

-Phil prosze cie to powazna sprawa - Rzekla.
-Sara lepiej zostaw to profesjonalista,a jesli nie chca juz dluzej nad tym pracowac to daj spokoj - Odpowiedzial.
-Nie moge
-Dlaczego?
-Bo to moja najlepsza przyjaciolka...
-Pogadamy o tym pozniej,dobrze? - Polozyl dlonie na jej ramionach i spojrzal w oczy.
-Zgoda -Powiedziala Sara bez przekonania,wiedziala ze Phil nie lubi zaczynac tego tematu i choc nie wierzyla Patrickowi to miala powoli pewne zastrzezenia co do jego osoby...Chlopak pocalowal ja na pozegnanie i wyszedl.Sara puscila swoja ulubiona piosenke i zabrala sie za sprzatanie po kolacji.
-He? - Gdy zabierala kilka gazet na podloge spadl telefon.
-Zapomnial...trudno potem mu go zawioze... - Stwierdzila.Skonczyla i postanowila wziasc kapiel.Po nie calej godzinie powiedziala sobie,ze jest juz pozno i chciala pojsc spac,przechodzila przez salon i komorka Phila zaczela dzwonic.Sprawdzila wyswietlacz,ale nie znala tego numeru.Pomyslala,ze to jakis klient lub jego kolega z pracy,Sara pamietala,ze czesto do niego o takiej porze dzwonili wiec odebrala ale nie zdazyla nic powiedziec...tylko sluchala,a jej oczy coraz bardziej rosly...
-Sluchaj bediemy musieli przeniesc gdzies ta Owens,ostatnio 4km dalej otworzyli komisariat..bedzie bezpieczniej...aha ta twoja ruda mam nadzieje ze nie weszy?Wiesz ze to by oznaczalo jedno,prawda?Phil?Jestes tam?
Sara sie rozlaczyla.Nie mogla uwierzyc w to co slyszala...czyli ze Patrick mimo,ze wtedy zartowal mial racje...ale co teraz?Co miala zrobic?Policja jej nie uwierzy...dzialac na wlasna reke czy powiedziec o tym Colsonowi...Nie spala prawie cala noc.Nie mogla uwierzyc ze spotyka sie z kims takim.O 10 ktos zadzwonil do jej drzwi,jej obawy sie spelnily.To byl Phil.
-Czesc mala! - Powital ja  usmiechem.
-Czesc... - Odpowiedziala.
-Co jest?
-Nic,poprostu jestem zmeczona..a wlasnie zostawiles wczoraj komorke
-Ja wlasnie w tej sprawie..a ktos wczoraj dzwonil do mnie? - Spytal.
Co miala robic?Musiala sklamac.
-Nie a co? - Spytala i postrala zrobic podejrzliwa mine.
-Nie martw sie nie mam nikogo na boku - Zazartowal.
-Ciesze sie... - Mruknela.Wzial telefon i wyszedl. ''Boze co ja mam teraz robic? - Pomyslala.Przeciez nie mogla nic zrobic..chyba ze...

środa, 22 kwietnia 2015

Rozdzial 3 cz 1

-Nawet jesli to co?
-Minaly 2  miesiace, Sara daj sobie z tym spokoj - Detektyw Colson tracil cierpliwosc do tej kobiety.
-O nie!Skoro policja nic juz nie chce robic to ja sama ja znajde z twoja pomoca lub nie
-Nawet nie wiesz w co sie mozesz pakowac!
-Ciekawe to samo mowil Phil!
Patrick wpatrywal sie w nia oslupiony.
-Jaki Phil?
-Spotykam sie z nim od dluuzszego czasu,to ze sie przyjaznimy nie znaczy ze masz o wszystkim wiedziec...-Mruknela
-Oczywiscie ze musze..a co jesli pracuje dla porywacza?to co?
-Gadasz bzdury,jest mechanikiem,sasiedzi go lubia,pracuje w wolontariacie..
-Widocznie stworzyl sobie dobra opinie...
-Wogole mi nie pomagasz!
-Ja?!A kto przez 2MIESIACE naklanial policje zeby dalej pracowala nad ta sprawa?!
-A kto ja oskarzyl o morderstwo!!?
-Byly tam jej odciski palcow!
-Bzdura!
-Sama jestes bzdura!
-Kretyn!
-Lepsza nie jestes!
-Odezwal sie!..
Sara wyszla z jego biura i trzasnela drzwiami,dopiero po chwili zorientowala sie ze caly personel stal przy drzwiach.Zrobilo jej sie glupio.Postanowila jak najszybciej opuscic komisariat.
-Heej,kogo ja widze?
-Phil,hej - Przytulila go.
-Co tu robisz? - Spytala.
-Mam przerwe wiec pomyslalem,ze zjemy razem lunch
-Bardzo chetnie
          Z gory dochodzily odglosy rzucanych i tluczonych przedmiotow.
-Jak dlugo jeszcze?
-Niewiem to zalezy od szefa
-Kto to? i czemu mnie wiezi?
-Niewiem,niewiem nawet jak sie nazywa..ale jedno jeest pewne,nie chcialabys widziec go wkurzonego...
-Nie musze widziec,wystarczy ze slysze
-Taa...a jak zupa?
-Dobra,Sandra?
-Tak
-Dlaczego dla niego pracujesz?Dlaczego wogole ktos dla niego pracuje?
-Z oczywistego powodu....dla pieniedzy - odpowiedziala.
-A czy on...
-..zabije cie? nie sadze ze jestes mu do czego innego potrzebna
-...dzieki za kalendarz i ze mnie karmisz..
-Nie obrazilas sie za to ze nawet do jedzenia nie moge cie rozwiazac?ja poprostu..
-..wykonujesz swoja prace - Melody odwrocila glowe i spojrzala posepnie w ciemny kat piwnicy.
-Ta...czesc - pozegnala sie.
-Czesc