Rozdzial 1. cz.1 ,,Porwanie.''
-Jak to? O co mnie oskarżacie?
-Zadałem Pani pytanie,gdzie Pani była w piątek o godzinie 18:45?
-Obchodziłam rocznicę z mężem,może go pan zapytać to potwierdzi.
-Już przesłuchiwałem Pana Owensa.
-To po co ten rabat?
-Powiedział ze 4,w piątek nie mieli państwo rocznicy.-oznajmił detektyw Colson.
-Jak to? Może pomylił daty,napewno mieliśmy rocznicę.-Powiedziala Melody.
Detektyw Colson wstał do wyjścia.
-Ma Pani czas do jutra.Jutro pojedzie Pani do aresztu śledczego.
Melody aż złapała się rogu krzesła.Nie mogła uwierzyć w to co usłyszała.
-Do widzenia.
-Do widzenia.-Jednak szept ten byl tak cichy,ze Melody nie byla pewna czy mezczyzna uslyszal odpowiedz.Dochodzila juz 11:00.Kobieta poszla do lazienki przemyc twarz zimna woda przed spotkaniem.
,,Napewno pomylil daty...napewno...''
Melody poszla sie przebrac i po polgodzinie byla przy czarnym peugeot'cie.
-Dziendobry Melody.-Przywitala ja 60-letnia sasiadka,Pani Harris.
-Dziendobry Pani.
-Wszystko dobrze?
-Tak,przepraszam spiesze sie na spotkanie
-Pozdrow Eda.
-Pozdrowie.
Wsiadla do samochodu i ruszyla w strone cofee cup street,gdzie miescila sie niewielka kawiarnia ,,Ice Breath Cafe''.Ulubione miejsce spotkan 30-latek.Bylo tam zawsze spokojnie i cicho,lecz nie w tym dniu.Jak sie okazalo dzis mieli mase klientow.
-Melody tutaj jestem-Juz z oddali pomachala do niej Sarah.
-Witaj.Przepraszam za spoznienie.
-Nic sie nie stalo.Ale marnie wygladasz,co sie stalo?-zaniepokoila sie.
-Jestem oskarzona o morderstwo Patricii-w oczach Melody pojawily sie lzy.
Sarah az usiadla z otwartymi ustami,chyba trawila dwie wiadomosci.Jej znajoma ze studiow Patricia zostala zamordowana i Melody zostala o to oskarzona.
-Jakim prawem?!Jestes przeciez niewinna!-zaczela krzyczec tak glosno ze nawet harmider w kawiarni ucichl.Melody na darmo probowala ja uciszyc.
-Sarah spokojnie przejdziemy sie do mnie i porozmawiamy na spokojnie.
-Nie,do domu jest blizej.
-Wiec chodzmy.
Kobiety przeszly przez park i po drodze zachaczyly o osiedlowy sklepik.Rozmawialy do wieczora.
-Sarah,ktora godzina?
-O matko juz 19:25-odparla Sarah
-Bede leciec.Pewnie Ed juz czeka w domu.
-Moze zadzwonie po taksowke?
-Po co?-Melody zaczela wkladac buty.
-Taki kawal po ciemku bedziesz isc?-zmartwila sie przyjaciolka.
-Nic mi nie bedzie-uspokoila ja natychmiast.Pozegnaly sie i umowily na jutro przed zabraniem Melody.Wyszla od Sary i postanowila ze przez drozke kolo lasu bedzie szybciej w domu.Przechodzila przez pasy obok parku i nagle poczula mocny bol w klatce piersiowej.Obraz byl zamazany a w uszach slyszala tylko glosne pulsowanie krwi.Z trudem lapala oddech.Widziala trzy postacie biegnace z auta do niej.Nagle jedna zarzucila jej ciemny worek na glowe i zapadla ciemnosc.
-Ed odbierz blagam...-powiedziala do siebie.
-Po uslyszeniu sygnalu zostaw wiadomosc
-Ed tu Sarah niewiem co sie dzieje z Mel,nie odbiera telefonu w tez domu jej nie ma.Blagam odzwon jak tylko odsluchasz ta wiadomosc.
-O moja Melody,gdzie ty jestes.
Sarah postanowila,ze pojdzie do pracy Melody i moze czegos sie dowie.
,,Zaraz a ten detektyw?''.Sarze przemknelo przez mysl,ze moze zabrali ja wczesniej niz mieli.Nie chciala marnowac czasu,natychmiast udala sie w strone komisariatu.Po 45minutach byla na miejscu.
-W czyms moge pomoc?-odezwala sie mloda kobieta za biurkiem.Na oko Sary miala 29 lat.
-Tak szukam detektywa...jak on mial...hmmm...
Kobieta troche dziwnie spojrzala na Sare.
-O juz wiem!szukam detektywa Colsona -przypomniala sobie.
-Tym korytarzem i drzwi nr 13...
Sara poszla dalej.
-Ale zaraz...on jest chyba zajety!...ludzie...
Zapukala w drzwi z numerem 13.Spojrzala na liczbe i ciezko przelknela sline.
-Prosze...-odezwal sie meski glos.
Powoli zajrzala do srodka.Pomieszczenie bylo nie zbyt czyste.Powietrze bylo ciezkie i nie pachnialo zbyt pieknie.Sarah pomyslala,ze przydalaby sie tu kobieca reka.Nad biurkiem siedzial przystojny brunet z papierami w rekach.Dopiero po chwili zauwazyl Sare i odlozyl dokumenty.
-Moge w czyms pomoc?-zapytal wpatrujac sie w rudowlosa pieknosc.
Mezczyzna jak ocenila Sarah mial okolo 32 lat.Bardzo przystojny.
-Prosze usiasc,nazywam sie Patrick Colson.
-Sara Gallier.Ja znaczy...bo..-Sarah niesmiala z natury zawsze jakala sie przy obcych.
-Bo chodzi o moja przyjaciolke...
-Zaginela?
-Chyba tak...
Detektyw zaczal cos zapisywac na innej kartce.
-Jak sie nazywa?
-Melody Owens-rzekla.
Detektyw spojrzal na Sare zdziwiony...przemknelo mu przez chwile,ze oskarzona mogla uciec,ale sluchal dalej.
-Wczoraj wyszla ode mnie chyba o 20.Mialysmy sie dzisiaj spotkac i slad po niej zaginal-glos Sary znowu zaczal sie lamac.
-Prosze sie uspokoic,czy podej...zaginiona miala samochod?
-Tak...ale wracala na piechote,rano miala wziasc samochod spod gabinetu stomatologicznego-w tej chwili do Sary doszlo,ze peugeot nadal stoi na swoim miejscu.
robi się ciekawie, jak najszybciej proszę o 2
OdpowiedzUsuńsuper!przepraszm ze tak cie ocenilam na innym blogu :( i bardzo fajna ksiazka licze na 2 rozdzial ;)
OdpowiedzUsuń